Trzynastoletni Michael wraz ze swoją młodszą siostrą, chodzi do naszej szkoły Salesian Mansa University. W poprzednich latach uczęszczał do szkoły publicznej, dlatego jest jednym z najlepszych uczniów. Potrafi powiedzieć proste słowa po angielsku i czasami tłumaczy coś innym na język bemba. Jest jedynym i najstarszym chłopcem pośród swojego rodzeństwa. To na nim w przyszłości będzie spoczywał obowiązek zajęcia się rodziną.
Chłopiec na co dzień jest bardzo spokojny i cichy. W ciągu tygodnia przychodzi pod koniec porannej Mszy Świętej do kościoła, aby już tam przywitać mnie i Magdę. Zawsze z wielką radością macza rękę w wodzie święconej, aby uczynić poprawny znak krzyża.
Michaela można spotkać również w naszym oratorium. Nie jest najlepszy w warcaby, ani koszykówkę. Przez jego nieśmiałość, nie potrafi szybko odnaleźć się w grupie. Czasami zamiast szukać dodatkowej uwagi i większego zainteresowania sobą, chłopiec bierze kosę i w samotności kosi trawę przy boisku.
Niedawno po zajęciach w szkole garażowej Michael usiadł na murku przy ścieżce i zszywał koledze porwaną parę butów. W ostatni piątek dobrowolnie poszedł ze mną na drogę krzyżową do kościoła, a podczas zajęć z religii przyznał, że jest wierzącym katolikiem.
Święty Michael od dwóch miesięcy uczy mnie służyć i pomagać, nie oczekując nic w zamian. Uczy mnie kochać innych, sam potrzebując być kochanym. Uczy mnie, że świętość to pokorne życie w codzienności obowiązków.
„Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego.”
Wierzę głęboko, że nie tylko dajesz się nauczać, ale i sama uczysz kochać wciąż mocniej i prawdziwiej... nie siebie, swoje, a drugiego, a Jego... a podobno miłość przekształca duszę na podobieństwo osoby ukochanej! :)
OdpowiedzUsuń