środa, 10 maja 2017

Małe wielkie nieszczęścia


    Zbliżam się do furtki na placówce sióstr salezjanek, gdzie stoi kilku nastoletnich chłopców. Rozpoznaję z daleka niedawno poznanego Andrew, który od miesiąca co jakiś czas pojawia się w oratorium. Zazwyczaj nie mówi za wiele ale zawsze słucha uważnie. Jest dobrym chłopcem, uczynnym i bardzo przystojnym. Mając trzynaście lat wyrósł na dużego chłopaka z dużymi oczami o szerokim uśmiechu. Tym razem jest bardzo smutny. Pytam go: - Co się stało? – Tapari (w języku bemba: nic). Wiem, że kłamie. Tak smutnych oczu nie widziałam jeszcze nigdy dotąd.

     Idę na popołudniową Mszę Świętą, gdzie zauważam ponownie Andrew. Nie jest katolikiem. Już kilka razy był ze mną i Magdą w kościele dla towarzystwa. Wcześniej podpytywał o znak krzyża przed odczytaniem Ewangelii. Teraz jednak siedzi z dala ode mnie, samotny w jednej z pośród wielu ławek.

    Wychodzę z kościoła po zakończonej Mszy. Chłopiec wyszedł wcześniej przede mną. Stoi zamyślony podpierając ceglaną ścianę. Podchodzę do niego i ponownie pytam, czy coś się stało. Nie dostaję szybko odpowiedzi. Po kilku minutach trwania razem w ciszy Andrew powiadamia mnie, że pobił go ojciec.

    Biorę chłopca na bok, aby z nim porozmawiać na osobności. Jako jeden z nielicznych bywał w oratorium zawsze czysto i schludnie ubrany. Nie sprawiający kłopotów, cichy chłopiec, często uśmiechnięty wydawał się pochodzić z dobrej rodziny. Teraz jednak pytam o szczegóły i dowiaduje się prawdy:

- Czy twój tata pije alkohol? – Tak.
- Gdzie cię tata bije? – Po głowie, plecach i nogach.
- Czym cię twój tata bije? – Paskiem.
- Czy twoja mama nie próbuje powstrzymać twojego tatę? – … cisza
- Dlaczego twój tata cię bije? – Nie wiem…

    Andrew nie chce na mnie patrzeć. Ma wzrok wbity w przestrzeń przed nami. Przy bramie oratorium bawią się małe dzieci skaczące po dużych kamieniach. Ja również nie wiem co powiedzieć. Co mogę uczynić? Chłopiec jest niepełnoletni więc nie może opuścić domu. Jego rodzina powinna iść na terapie, ale najpierw muszą się przyznać do tego, że ojciec jest uzależniony. Matka powinna odejść od męża alkoholika tylko jak sobie poradzi sama z szóstką dzieci. A Andrew? Przecież tak bardzo się stara być posłuszny, grzeczny i nie chce sprawiać sobą kłopotów. Ma poczucie winy, że to z jego powodu ojciec pije i się awanturuje. Ja czuję się bezradna. Cóż mogę z tym uczynić?

    Z tej bezsilności wyłania się Światło:

    Andrew, nie jesteś katolikiem ale ten Kościół jest zawsze otwarty dla Ciebie. Jeśli tylko chcesz możesz tutaj przychodzić. To jest miejsce w którym ja znajduję siłę, bo Bóg jest moją mocą. On jest największą Miłością. Bóg jest naszym Ojcem, Twoim i moim. On Cię bardzo mocno kocha. Twój tata ma wielki problem ze sobą. I to bardzo źle, że Was bije. Pamiętaj, że zawsze jeśli będziesz potrzebował pomocy możesz przyjść tutaj i powiedzieć o tym siostrom lub księżom, a ktoś na pewno Ci pomoże. Tymczasem przychodź do oratorium, jeśli tylko możesz. Ja wiem, że Ty jesteś bardzo dobrym chłopcem. Widzę to w Twoich pięknych oczach.

    Chłopak się lekko uśmiechnął. Po chwili wstał. Ściskając długo moją rękę powiedział dziękuję i wrócił do domu.


"Odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia"
- ks. Jan Twardowski

2 komentarze:

  1. Czy żonie alkoholika proponujesz rozwód?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie są katolikami, to w sumie ślubu nie było...

      Usuń