środa, 16 listopada 2016

Spotkanie z mocą


     Codziennie rozpoczynam dzień od Mszy Świętej w języku bemba albo po angielsku. Czasami tęskni mi się za od początku do końca zrozumiałym kazaniem. Za tym, aby Boże słowo rzeczywiście do mnie dotarło. Pan Bóg jednak wykorzystuje swoje możliwości i przemawia do mnie poprzez innych ludzi.

     Dzisiaj, wybiegając pośpiesznie na spotkanie z Jezusem, po drodze napotykam moich uczniów ze szkoły, w jeszcze brudniejszych, zniszczonych ubraniach, którzy szybko się przemieszczają i zbierają coś z ziemi. Mam mało czasu do rozpoczęcia Mszy, ale pochodzę bliżej i zaglądam do garnuszków. Dzieci zbierają robaki znalezione na ziemi, które niedługo usmażone w domu, będą mogli zjeść na śniadanie. To dla nich bardzo dobry dzień, bo niecodziennie zdarza im się coś jadać z rana. 

     Wracam pospiesznie do kościoła. Rozpoczyna się Eucharystia. Nagle do środka wchodzi Moses. To chłopiec, który przez długi czas nie przychodził do szkoły garażowej. Podobno mama kazała mu zostawać w domu i opiekować się małym dzieckiem. Od jakiegoś czasu widuję chłopca w oratorium, a teraz ośmielił się przyjść do nas po ponad dwóch miesiącach. Dzisiaj też jest gotowy, aby rozpocząć lekcje. Robi powolny i dokładny znak krzyża, klęka i przez chwilę się modli, trzymając w ręku poobgryzany pomarańczowy ołówek. Jest najmłodszym uczestnikiem Mszy.

     Za chwilę przykuwa moją uwagę Peter. To samotny pięćdziesięcioletni mężczyzna, który ma jakby wypalone oczy. Nie widzi od urodzenia. Nie ma rodziny, więc żyje w małym skromnym domku bez światła, którego i tak nie potrzebuje. Przychodzi na Mszę każdego dnia, bo na szczęście nie ma dalekiej drogi i zawsze znajdzie się ktoś, kto nim pokieruje. Peter śpiewa najgłośniej ze wszystkich ludzi zgromadzonych na Eucharystii. To on zazwyczaj decyduje co śpiewamy i kiedy kończymy piosenkę. Jednak najbardziej niesamowity jest jego taniec podczas uwielbienia. Ponieważ nigdy nie widział tańca, bez skrupułów, stresu i wstydu robi kilka kroków w przód stając blisko ołtarza, aby za chwilę poruszać się całym ciałem, skacząc i klaskając przy tym z wielką radością. Jego zachowanie nie pozostaje obojętne nikomu. Wtórując mu, wszyscy klaszczą i wstają ze swoich miejsc, a kobiety w sposób charakterystyczny dla Afryki zaczynają piszczeć. W jednym momencie wszyscy zostają przebudzeni nowym Żywym Duchem, poprzez świadectwo niewidomego o wielkiej wierze.

     Tak poprzez napotkanych chłopców przed kościołem, Mosesa i Petera na Mszy Świętej, Pan Bóg udziela mi kolejnych rekolekcji. Zmienia moje myślenie. Ukazuje mi prawdę o mnie samej, że jestem niczym ten mały robak znaleziony przez dzieci. Mam wciąż być dla innych, rozdawać siebie, tak pokruszona, czerpiąc swoje siły i moc od Najwyższego Stwórcy. Uświadamia mi jak dużo mam i posiadam, choć wydawało mi się, że przyjeżdżając do Afryki tak wiele tracę. Pokazuje jak może wykorzystać czyjeś słabości i rany, przemieniając je w najpiękniejsze perły. To On zamiast mi coś zabierać, nigdy o mnie nie zapomina lecz obdarza tysiąckroć bardziej.


"Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny." - św. Brat Albert

2 komentarze: