niedziela, 4 grudnia 2016

Szkolne miłości


     Drugiego grudnia nasi uczniowie zakończyli swoją edukację w szkole typowo garażowej. Brakuje w niej porządnych ławek. Zastępują je małe taboreciki wzmacniane wystającymi gwoździami oraz drewniane deski. Ich ilość nie była wystarczająca dla zambijskich uczniów w Salesian Mansa University. Pod koniec trzymiesięcznych zajęć zdesperowana, znajdowałam w garażu plastykowe i metalowe wiadra, czy słomiane maty. To i tak było niczym przy lekcjach prowadzonych na podwórze w musace. Silny wiatr potrafił tam zrzucić starą połamaną tablicę przyczepioną do drzewa, a małe kamienie znalezione przez chłopców fruwały podczas lekcji.

     W styczniu większość dzieci rozpocznie naukę w normalnej państwowej szkole, która zapewni im lepszą przyszłość. Mimo zewnętrznych warunków i czasami ciężkiej pracy w obliczu nauczyciela, nie przypuszczałam, że tak mocno pokocham moich nastoletnich studentów.

     Kiedy we wrześniu poznałam Juliasa bywał bardzo milczący i nie chciał współpracować ze mną na zajęciach. Często wdawał się w potyczki i cmokał pod nosem. Później zaczął uważnie słuchać i starał się przepisywać wszystko z tablicy. W dodatku od jakiegoś czasu nie przestawał na mnie patrzeć i zawsze stawał w mojej obronie.

     Beatrice i Wilson, to rodzeństwo, które miało tą samą skłonność do przeszkadzania na lekcjach. Nieustannie komentowali wszystko w języku bemba. Nie przeszkadzało im to podczas lekcji, choć jedną z zasad było utrzymywanie ciszy w klasie, czy wypowiadanie się po angielsku. Zdarzało się, że wypraszałam ich z sali i kazałam im wracać do domu przez co bywali na mnie obrażeni. Mimo to Beatrice nie mogła często odejść ze szkoły, żeby wpierw się ze mną nie pożegnać i wyściskać mnie mocno.

     „Bóg z nami” to znaczące imię Emmanuela, który zawsze otwarcie wykazywał, że matematyka jest dla niego nudna. Oprócz tego, że był w stanie przepisywać działania z tablicy, nigdy nie zadał sobie trudu, żeby samemu pomyśleć nad trochę trudniejszym dodawaniem. Nawet podczas egzaminu końcowego musiał ściągać z innych. Szkoda tylko, że wyprzedzając jego czyn, zrobiłam kilka różnych grup testów i mogłam go złapać na gorącym uczynku.

     Goodson i Arnold, to chłopcy, którzy są w podobnym wieku i znają się już od dawna, ponieważ mieszkają blisko siebie. Są jednymi ze zdolniejszych dzieci w szkole. Wielokrotnie podnosili mi ciśnienie, kiedy nie powstrzymywali się, żeby nie udzielić odpowiedzi na pytanie zadane do słabszej grupy. Często wtedy miałam wizję zakneblowania im ust.

     Podczas trzech miesięcy Bóg szczodrze obdarzył mnie trzydzieściorgiem dzieci z trudnymi historiami i charakterami, które już na zawsze pozostawiły ślad w moim sercu. Choć spotkać je mogę tylko w Afryce, do dziś przed snem zastanawiam się, czy Mwaba Ebo nie ma przypadkiem blond włosów, a Innocent niebieskich oczu. W tak krótkim czasie z czwórki rodzeństwa Terence stał się dla mnie Teresiątkiem, Kapya - Kapiątkiem, Smeda - Smedziątkiem, a mały Kelvin - Kelviniątkiem.

     Na szczęście to nie koniec szkolnych miłości. Po miesięcznych wakacjach do Salesian Mansa University przybędą nowi uczniowie, których rodzice nie poślą do państwowej szkoły. Na początku będę dla nich tylko ciocią Moniką, a z czasem po wielu próbach zdobycia zaufania, stanę się Monisiątkiem.




"Nie możemy robić wielkich rzeczy, jedynie małe rzeczy z wielką miłością". - św. Matka Teresa

1 komentarz:

  1. Monia, jak to czytam, to czuję się jakbym wciąż tam była. Dziękuję :) Dobrej przerwy świątecznej!

    OdpowiedzUsuń