środa, 14 września 2016

Jako narzędzie w Bożych rękach

     
    Muzungu w języku bemba oznacza Europejczyk. Tak zazwyczaj mówi się w Afryce o białym człowieku. Dzieci również wyrażają się tak o mnie, kiedy nie znają bądź nie pamiętają mojego imienia. Jako Muzungu w Zambii mam wiele funkcji do spełnienia.

   Jako Muzungu na misjach jestem misjonarką. Każde zajęcia w szkole, oraz w oratorium rozpoczynamy i kończymy modlitwą. Dzieci patrzą na mnie kiedy się modlimy. Zwracają uwagę na to jak wypowiadam słowa „Ojcze nasz”, w jaki sposób mam złożone dłonie. Starsze pytają o krzyż który noszę zawieszony na szyi, a te mniejsze, które znalazły się na moich plecach, próbują nawet jak smakuje.

   Jako Muzungu na misjach jestem nauczycielką. W naszym niepublicznym „Salezjańskim Uniwersytecie w Mansie” uczę dzieci matematyki. Przez kilka godzin garaż, który służy za przechowywanie materiałów potrzebnych do nowo powstałego budynku, staje się naszą szkołą. To tutaj mierzę się z trudnym zadaniem nauczenia kilkudziesięciu osób dodawania i odejmowania liczb pod kreską.

   Jako Muzungu na misjach jestem wychowawcą. Cokolwiek nie zrobię, dzieci mnie bacznie obserwują. Czy się zdenerwuję, kiedy zaczną śpiewać podczas lekcji, czy zareaguję kiedy chłopcu przy tablicy wkładają długopis do kieszeni, czy zacznę się śmiać wtedy kiedy i one chichoczą. Zdarza mi się niegrzecznych kierować w stronę obrazu Maryi, aby przez kilka minut zastanowili się nad swoim postępowaniem.

    Jako Muzungu na misjach jestem szewcem. Po zakończeniu szkoły każdy uczeń pragnie być przeze mnie zauważony, szuka zainteresowania w moich oczach. Niektóre z dzieci są w stanie oderwać sobie rzemyk od sandała, aby tylko przez pewien czas dłużej, usiąść blisko przy mnie i popatrzeć jak zszywam mu buta.

     Jako Muzungu na misjach jestem pielęgniarką. Dzieci pragnąc chwili uwagi przychodzą do mnie i pokazują swoje poranione paluszki od bosych stóp, rany z potyczek i wielkich bitw o honor. Po to, aby pobyć ze mną kilka minut i dostać plasterek na skaleczone kolano, zostać przytulonym i usłyszeć słowa współczucia.

    Jako Muzungu na misjach jestem koszykarką. Trenują mnie mniejsze i większe dzieci, które grając ze mną w koszykówkę, co chwilę krzyczą: Monika, podaj mi! Każde z nich chce otrzymać ode mnie rzuconą piłkę. Każde z nich chce grać w tej grupie w której ja jestem. Każde z nich kończy grę, kiedy ja muszę ją przerwać.

    Jako Muzungu na misjach jestem narzędziem w rękach samego Boga. Tak jak pisał św. Paweł: „nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich”. Swoim postępowaniem staram się być sprawiedliwa ale i radosna, wychowywać dzieci i dawać im przykład. Mam nadzieję, że poprzez zwykłą codzienność w niezwykłym miejscu, tworzą się jeszcze większe małe serca.



„Pomóż mi rozsiewać Twoją woń, o Jezu, wszędzie tam, dokąd pójdę.
Napełnij moją duszę Twoim duchem i Twoim życiem”. - św. Matka Teresa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz