Po majowej pielgrzymce spędzonej razem z dziećmi i młodzieżą z Mansy, wyruszyłam do Tanzanii na planowane krótkie wakacje. Wyjeżdżając z Magdą, a podróżując z ks. Pawłem salwatorianinem nie sądziłam, że tam skończy się moja przygoda z Zambią.
Miłość jak studnia bez dna
Zachorowałam na malarię mózgową. To najcięższa odmiana
malarii. Skutki jej mogą być długotrwałe i obciążające życie w przyszłości. Na
szczęście trafiłam do najlepszego szpitala w Moshi, gdzie zostałam poprawnie
zdiagnozowana. Mój organizm choć osłabiony przez gorączkę walczył o życie, nie
wspominając o wielu tysiącach ludzi pamiętających o mnie w modlitwie. Po
tygodniu wybudziłam się ze śpiączki i zostałam przetransportowana do szpitala w
Nairobi w Kenii, gdzie przez kolejny tydzień otrzymywałam bardzo dobrą opiekę,
aby powrócić do normalnej sprawności fizycznej. Mój stan jednak uniemożliwił mi
powrót do Mansy. Musiałam wrócić do Polski.
Pan Jezus nie pozwolił mi zginąć. Uratował mnie. Dał mi mnóstwo ludzi w Afryce, którzy opiekowali się mną, leczyli, badali, odwiedzali mnie i wyczesywali kołtuny we włosach, cierpliwie znosili moje omamy przy wysokiej gorączce, trzymali za rękę w drodze do toalety, przynosili smaczny sok pomarańczowy i dobre jedzenie zwłaszcza z lodami na deser. Było wielu w Polsce, którzy się zamartwiali, wierzyli i wciąż nieustannie się modlili. Jedno jest pewne -wydarzył się cud. Dzięki Tobie i przez Twoją modlitwę. Dzięki Jezusowi, który wzruszył się razem z Tobą nad moim losem. A wszystko, jak i w przypadku śmierci Łazarza wydarzyło się «ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». J 11,4
Ostatnie wspólne zdjęcie
Pan Jezus nie pozwolił mi zginąć. Uratował mnie. Dał mi mnóstwo ludzi w Afryce, którzy opiekowali się mną, leczyli, badali, odwiedzali mnie i wyczesywali kołtuny we włosach, cierpliwie znosili moje omamy przy wysokiej gorączce, trzymali za rękę w drodze do toalety, przynosili smaczny sok pomarańczowy i dobre jedzenie zwłaszcza z lodami na deser. Było wielu w Polsce, którzy się zamartwiali, wierzyli i wciąż nieustannie się modlili. Jedno jest pewne -wydarzył się cud. Dzięki Tobie i przez Twoją modlitwę. Dzięki Jezusowi, który wzruszył się razem z Tobą nad moim losem. A wszystko, jak i w przypadku śmierci Łazarza wydarzyło się «ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». J 11,4
Ostatnie wspólne zdjęcie
Misje to operacja na otwartym sercu. Czasem jest
niespodziewany ból, przyspieszenie tętna spowodowany strachem ale i stabilny,
kojący rytm, który uspokaja, usypia przytulane w ramionach dziecko. Może moja
„misja” wciąż trwa, ale zmieniło się jej położenie geograficzne? Ludzie są bledsi
i mają mniej czasu na miłość, ale to może właśnie moje miejsce na ten czas?
Piękne pragnienia i marzenia stały się już przeżytym wspomnieniem czasami
wydającym się tylko snem. Zdjęcia i pamiątki potwierdzają, że działo się to
naprawdę. Nie żałuję ani sekundy spędzonej w Afryce. To ogromny dar, że mogłam
tam być i spotkać tak wielu niesamowitych ludzi. To wielka łaska, że mimo ciężkiej malarii zostałam całkowicie wyleczona.
Dziękuję za to wszystko co
otrzymałam. Za Magdę, na którą zawsze mogłam liczyć, za każdego człowieka
napotkanego na mojej drodze, za każdą łzę i uśmiech, za każdą tęsknotę i
radość, za każdy trud i satysfakcję, za każdą chorobę i pocieszenie, za
wszystko co nie odkryte i już nazwane, za wszystko co złożył w moje serce Bóg.
Afryka zostawiła ogromny ślad w moim sercu. Po pewnym czasie stała się częścią
mnie. Zatem…
Do zobaczenia Manso. Do zobaczenia Zambio. Do zobaczenia
Afryko. Jeszcze kiedyś tu wrócę…

"Ludzie są bledsi i mają mniej czasu na miłość..." Pięknie piszesz.
OdpowiedzUsuńDobrze Ciebie spotkać. Dziękuję. Niech Bóg nadal Błogosławi. Iza
OdpowiedzUsuń